niedziela, 7 września 2014

Jesień is coming.



Po powrocie z Gorzowa nastała godzina 16. No już wieczór ale ciepło nadal bo 26 stopni i szybka akcja na rower, Samotnie, słuchawki na uszy i kierunek Kosztrzyn dalej Słońsk i  Nowiyny. 

Jechało się dobrze, Pogoda zaczęła się pogarszać, coraz ciemniej ale nadal ciepło. Pierwsze krople lecą z nieba a minuty uciekają, Patrze w niebo i okazuje się że gonie deszcz. Nie jest żle,  30km/h na 70 km czas 2h i 13 miniut, średnia 31,6km/h wiec jest moc, Najlepszy czas na tym odcinku pomimo niesprzyjających warunków. 

Podobno nie ma złej pogody na rower są tylko nieodpowiednio ubrani kolarze. No a że ciepło było to ja krótki zestaw bo jak by inaczej. 





Przed Witnicą już padało solidnie. Zmoknięty całkiem. Brudny, spocony bo jechałem solidnie. Czuje już km w nogach, ale patrze a tu nagle ciężarówka jakaś ładna, bo duża, bo można szybko za nią pojechać. To nie zastanawiając się ani minuty więcej, heja ogień za nią, Nie przeszkadzał mi pryskająca na prawo i lewo woda. Lejący się deszcze z góry i krople spod kół. Ba ! Nawet bym ją przegonił bo wolno jechała ale odpuściłem bo mokro. 

No waśnie mokro. Kilka dni temu Tomek miał nieprzyjemny wypadek.  Własnie w czasie deszczu. Uszkodzona ręka, Kontuzja na kilka dni. Mam nadzieję ze szybko wyjdzie z tego. 

Ale do rzeczy. Zbliżając się do ronda zaciskam hamulec a tu nic się nie dzieje, myśle kurde linka zerwana, ale nie. Koło zablokowane, Ślizgam się. Stawia mnie bokiem. Szybka kontra, Drift pierwsza klasa. Dobrze że opanowałem bo robiło się ciekawie. 




Wegetacyjnie

Sobota. Dzień ja co dzień. A NIE ! bo pogoda piękna, oj piękna, Trzeba było jeszcze ostatnie podrygi słońca złapać. No to plan znany. Telefon do Tomka i jedziemy. 





Tempo powolne, baaardzo leniwe, Ja nie wrzycam na blat nawet, Nie przekraczam 30km/h, delektujemy się słońcem. Jedziemy sobie pod górkę 15 km/h gdzie zwykle robimy podjazd na Sarbinowo z prędkością 30 -35 km/h. LENIWIE JEST. Baaaaardzo.

Mieliśmy jechać na kamień ale ja zawsze mało i dawaj dalej na Dębno, powrotna droga na Mosinę. No i tak zakończyła się sobota, No prawie zakończyła bo wieczór już ja zmęczony, fundamentowanie robiłem. Kampania wrześniowa, Hm. Podobno każdy student musi zaliczyć no ale ile razy można, człowiek też chce wakacje a poza tym inni jeszcze niech trochę we wrześniu popracują.



i tak sobie jedziemy kierownica w kierownice, Nic nie było nam w stanie popsuć tego dnia. 

TRADYCYJNIE, Pewne rzeczy są niezmienne, zmienne są tylko kadry. 

O Jezu ! O Boże tir mnie goni, muszę uciekać !

Zły i szczery.



piątek, 5 września 2014

Mistrzowska jazda.



 Nastał czwartek i umówione spotkanie na Racławskich górkach. Można powiedzieć ze to już rytuał albo tradycja dosłownie. Ekipa mocna przyjechała. Nie zabrakło mistrza Lecha Piaseckiego.


Najpierw powoli powoli lecz z każdym okrążeniem tempo rośnie. Na podjazdach odpadam lecz doganiam ekipę i znowu jazda i tak co chwila. Nie był mój dzień.



Tutaj nie ma chamstwa, Kultura pierwsza klasa, Nikt drogi nie zajeżdża, Każdy ładnie pokazuje dziury, Znaczy się UBYTKI w jezdni bo to bardziej poprawnie polityczne stwierdzenie.





Pamiątkowa fotka przed podjazdem koło leśniczówki.


Jak ta kolarska lokomotywa się rozpędziła to ni było siły zatrzymać, chłopaki mknęli niczym TGV z mocą, gracją i potęgą lokomotywy parowej.


Kamil mknie niczym wiatr. Oj wiatr dawał się we znaki, otwarta przestrzeń to dawało ostro.


Pożegnanie, mały gadulec i odjazd w stronę zachodzącego słońca.


Jazda naprawde udana. Jestem zadowolony chodź mimo tego że momentami odpadałem to tempo szło niesamowite, Atmosfera dopisała. Pogoda jeszcze bardziej.